Śniardwy na równi pochyłej

Im bliżej końca sezonu, tym coraz mniej zapału w orzyskich Śniardwach. W sobotę orzyszanie przegrali trzeci mecz z rzędu i w niczym nie przypominają już zespołu, który punktował rywali na początku rundy. Gdyby nie fakt, że ligowy byt zapewnili sobie już wcześniej, dziś sympatycy zielono-niebieskich mieliby sporo powodów do zmartwień.

W 28. kolejce orzyszanie uznać musieli wyższość SKS-u Szczytno. Goście, którzy by zachować szanse na utrzymanie, bezwzględnie musieli to spotkanie wygrać, co chwilę atakowali bramkę Patryka Kleczkowskiego. Bramkarz Śniardw zmorą zawodników ze Szczytna był aż do 74 minuty, kiedy to skapitulował jedyny raz. Goście zadanie mieli nieco ułatwione, bo kilka minut wcześniej zielono-niebieskich osłabił Bartłomiej Kubrowski, który po dwóch żółtych kartkach przedwcześnie musiał opuścić boisko.

Porażka z SKS-em Szczytno jest już trzecią z rzędu, a czwartą w pięciu ostatnich spotkaniach. Niewiele wskazuje na to, by Śniardwy niechlubną passę przerwały w dwóch ostatnich meczach sezonu. Za tydzień orzyszanie zmierzą się w Barczewie z pewną awansu z drugiego miejsca Pisą, a na zakończenie podejmą na własnym stadionie mistrza „okręgówki” – Błękitnych Pasym. Sytuacje komplikuje dodatkowo fakt, że do długiej listy nieobecnych dołączył Mateusz Wielgat, który z powodu urazu pojedynek z SKS-em zakończył jeszcze w pierwszej połowie.

Śniardwy Orzysz – SKS Szczytno 0:1 (0:0)
0:1 (74’)
cz.k. Bartłomiej Kubrowski (70’, Śniardwy, za dwie żółte)

Śniardwy: Patryk Kleczkowski – Kamil Radzikowski, Filip Tomaszewski (67’ Radosław Osiecki), Robert Maniurski, Mateusz Wielgat (46’ Adam Marcinkiewicz), Maciej Rakowski, Dawid Skalski, Krzysztof Czaplicki, Paweł Kolator, Bartłomiej Kubrowski, Jan Sidorowicz

Sponsorem meczu było:

Pośrednictwo Ubezpieczeniowe Paweł Kubrowski